10 kwi 2021

Ten, w którym wracam do miejsca gdzie byłam szczęśliwa.

Wracam.
Usunęłam stare posty, aby mieć czystą kartę. I nie tylko, nie chciałabym zostać rozpoznana. Może ktoś mnie pozna po stylu pisania, czy coś... Na razie się przedstawię bardzo zwięźle, jestem studentką, ostatniego roku. Chociaż szczerze wątpię w rozpoznanie mnie. Nie ma tu już nikogo z dawnych lat. Brakuje mi ich, brakuje mi tej atmosfery. Przesuwania granic. Balansowania na krawędzi.
Miałam nie pisać tutaj. Miałam nie pisać nigdzie, oprócz papierowego pamiętnika. Papier zniesie wszystko. A jednak... brakuje mi interakcji, poczucia, że nie jestem sama w tym wyścigu, że nie tylko ja będę żyć na krawędzi. To dawało mi szczęście, dzięki temu byłam bliska swoim celom wagowym, miałam kontrolę. A później wszystko się posypało.

Chcę to odzyskać, odzyskać kontrolę nad swoim życiem. Nad ciałem. Znów poczuć się szczęśliwa. Poczuć tą adrenalinę, kiedy nie jem już drugi, trzeci dzień. Moim wymarzonym bilansem jest aktualnie do 1000 kcal. I będę do tego dążyć. Czuje że przez ostatnie lata kompletnie nic nie osiągnęłam. Ludzie wyznaczają sobie cele jak schudnę 10 kg, przeczytam tyle książek, pojadę tu i tu. A ja? może wyznaczam sobie cele... ale ich nie realizuję. Kiedy zaczyna się praca nad celem, ja odpuszczam. Albo poddaję się szybko. Nie znam przyczyny tego. Czy za mało czegoś pragnę? Nie, osiągnięcie wymarzonej wagi 38 jest moim marzeniem, największym marzeniem. Lenistwo? Możliwe, ale pracuję nad tym. Prawie pokonałam binge eating. czasem tylko widzę, że już mi dobrze idzie dzień a później zobaczę coś do jedzenia i zaczynam to jeść, kompletnie wyłączając myślenie, że to tłuste, niezdrowe, że nie powinnam, że przecież już jadłam. Ale zapanuję nad tym.

Dzisiaj jeszcze nic nie jadłam. Zjem coś zdrowego jak owsianka albo smoothie, nie będę przekraczać 1000 kcal. i muszę ogarnąć ćwiczenia. Pierwsze 2 tygodnie ćwiczeń będą beznadziejne, ale potem będzie lepiej, kiedy wejdzie mi to w nawyk. Już to przerabiałam.

Proszę, dajcie znać że ktoś tu jeszcze jest... I jak ja bierze udział w tym szaleństwie o lepszą siebie.



5 komentarzy:

  1. Hej, chciałabym na wstępie zaznaczyć, że ogólnie nie propaguję szeroko pojętych głodówek i niskiej kaloryki (poniżej 1400 kcal), ale nie zamierzam Cię tutaj ani jakoś mocno przekonywać do swoich poglądów, ani też jakoś krytykować decyzji, które podejmujesz w kwestii diety i stylu życia.
    Mam nadzieję tylko, że nie zrobisz sobie krzywdy <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę obserwować i wspierać. Tylko błagam zmień czcionkę bo tej nie idzie czytać. I się nie poddawaj. Za żadne skarby.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej, czytam i przypominam sobie, że też lubię to uczucie pełnej kontroli, chudnięcia w szybkim tempie, przekraczanie granic. Nigdy nie robiłam wielkich głodówek, ale jadłam po 300-400 kcal dziennie i czułam power. Będę tu na pewno zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Trzymam mocno kciuki za to, żebyś poradziła sobie z myślami typowymi dla BED. Sama przez to przechodziłam i wiem, że takie napady potrafią mocno wejść na psychikę. Jestem też pewna tego, że nie jesteś w tym sama.
    Na pewno będę zaglądać i zerkać na Twój postęp! <3

    A z kwestii czysto technicznej, warto pomyśleć o zmianie czcionki która woła o pomstę do nieba ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Punkt za zmianę czcionki. Czekamy na nowe posty!

    OdpowiedzUsuń

Everyone you meet is fighting a battle you know NOTHING about. Be kind.