28 cze 2021

Ten, w którym odchodzę od zmysłów

 Tak dawno mnie tu nie było. Jakby pomiędzy ostatnim postem, a tym który właśnie piszę, zdarzył się cały wszechświat. Schudłam trzy kg, ale wczoraj na wadze było plus dwa. Może to wynik nadchodzącego okresu. Świadczyłyby o tym też duże wahania nastroju. Okresu "normalnego" nie miałam parę miesięcy. Jestem za gruba na niego. Psychicznie czuję się bardzo źle. Mimo tych minus 3 na wadze, i tak ważę prawie najwięcej w życiu. Nie mogę patrzeć na siebie w lustrze. Nie tylko dlatego, że działa na mnie odrażająco mój wygląd zewnętrzny, ale też moja przeszłość, to kim jestem (a kim ja właściwie jestem...?), jaka jestem. Przekłada się to na wszystko. Na moje wybory jedzeniowe, na brak ruchu (boję się, wstydzę się pokazać przed ludźmi, mimo, że nic nie zrobiłam), na prokrastynację do ostatnich sekund. Rozmowa podsumowująca z jednym z wykładowców na temat kompetencji zawodowych uświadomiła mi kilka rzeczy. Nie umiem radzić sobie ze stresem (radzę sobie jedzeniem i serialami - uciekam w ich świat i uznaję je za bardziej prawdziwy bo mój mi się nie podoba i średnio radzę sobie w relacjach międzyludzkich). Nie lubię, nie potrafię i nie chcę pracować w grupie. Jestem albo introwertykiem albo człowiekiem aspołecznym. Któż to wie. Wycofuję się w walce o osiągnięcia i efekty. Jeśli coś osiągnę, nie uważam tego za wynik swojej ciężkiej pracy i inteligencji, tylko jako szczęśliwy zbieg okoliczności, fart, przypadkowe znalezienie się w dobrym miejscu i czasie. Te wbrew pozorom mało znaczące ćwiczenia i wykład na uczelni sporo mi dały. Niby to gdzieś tam podświadomie wiedziałam, ale jakoś nie do końca przyjmowałam to za prawdę o sobie. Jedynie o jedzeniu wiedziałam, że to prawda. Zażeram emocje. Dzięki tej rozmowie uświadomiłam sobie jak bardzo jest to poważne, jak bardzo jestem w dupie i jak bardzo chciałabym, żeby to się zmieniło. I tu pojawia się kolejny kamień. Jestem zmęczona walką z samą sobą, z jedzeniem, z odbiciem, z tłuszczem który mi przeszkadza (jak zrobić cokolwiek niosąc tyle na sobie), złymi nawykami, które nie dość, że nie pomagają mi w niczym to jeszcze potęgują wstyd, z całym światem który jest przeciwko. Jestem zmęczona wszystkimi próbami, które koniec końców kończą się fiaskiem a ja zostaję nadal ze swoim paskudnym odbiciem w lustrze i samą osobą.
Przepraszam za taki negatywny post. Chociaż właściwie nie. Nie przepraszam. To jest właśnie o tym, jak się naprawdę czuję. Mogłaś nie czytać do końca, wyjść po pierwszym zdaniu.
Czy to oznacza, że będąc zmęczona życiem, przestanę podejmować próby? Nie.
Czy to oznacza, że w końcu ustalę taki plan działania i podejmę kolejną próbą, która tym razem się uda? Nie.